W 2013 roku ów biznesmen rozpoczął budowę futurystycznego ekomiasta w Changsha, stolicy prowincji Hunan.

Miałoby się ono mieścić w najwyższym na świecie wieżowcu, który z założenia miał być odizolowany od reszty chińskiego świata i brudnego powietrza. W całkowicie samowystarczalnym ekopolis istniałyby farmy dla 20 tysięcy ludzi, zasilane energią ze sztucznego światła. Niestety, projekt Sky City, który miał być zrealizowany z innowacyjnych prefabrykatów w zaledwie pół roku, zatrzymali na poziomie fundamentów urzędnicy. Rzekomo nie spełnia wymogów bezpieczeństwa.

To dość dziwna decyzja, bo do tej pory tego typu inwestycje były tu przyjmowane z zapałem. Chiny nie mając innego wyjścia muszą pogodzić nieuchronną dalszą urbanizację z koniecznością po wstrzymania degradacji środowiska. Do 2020 roku aż 70 proc. Chińczyków ma mieszkać w miastach. To jest niewątpliwie ogromne wyzwanie ekologiczne i energetyczne. Rząd pod hasłem nowej, zielonej gospodarki wspiera więc politycznie i finansowo nie tylko rozwój nowoczesnej infrastruktury miejskiej, ale też odnawialne źródła energii. W Chinach już powstało ponad 200 ekomiast, które mają przyciągać imigrantów ze wsi.

Węgiel do lamusa nie odejdzie

Piękna rzeczywistość okazała się jednak dość problematyczna. Nafaszerowane nowoczesną technologią budynki powstałe w środku miast świecą pustkami. Pustkami świeci nawet singapursko-chiński joint venture Tianjin Eco-city (150 km od Pekinu), a miał być dla całej Azji wzorem zrównoważonego rozwoju. Po pięciu latach zakończono zabudowę ledwie 3 km kw. (miało być 30 km kw.), a większość z 6 tys. mieszkań stoi pustych.

Większość chińskich ekomiast nie ma szkół, sklepów, brakuje połączeń z fabrykami, w których mogą pracować ludzie. Gdzie leży piec pogrzebany? Otóż robotników nie stać na opłacanie czynszu w ekologicznych budynkach. Firmy za to, nie mają zamiaru finansować drogich źródeł energii odnawialnej i testować energooszczędnych rozwiązań, gdy wciąż węgiel jest najtańszym opałem.

Zostaw komentarz